Rozdział 41: Co możemy zrobić?
- Megan? - zapytała cicho. - Te zwierzęta są twoją rodziną?
…Muszę opowiedzieć wam pewną historię – odpowiedziała. - I musi ona pozostać tajemnicą. - Popatrzyła na Lunę i wzięła głęboki oddech. - Ponieważ tak. Oni są moją rodziną.
Ron otworzył szeroko usta.
- Nie są.
- Są – odpowiedziała Megan. - I mogę to udowodnić. W twoim pokoju.
Pochód, złożony z czwórki dzieci i trzech zwierząt, ruszył w górę schodów prosto do małego, pomarańczowego pokoju. Ginny i Luna usiadły na łóżku, Megan zajęła sobie parapet, mieszczący się pomiędzy pudłem z żabim skrzekiem i półką z komiksami, a wilk zwinął się w kłębek wokół lisa i kota, na wolnym kawałku podłogi.
Gdy tylko Ron zamknął drzwi, zwrócił się do Megan.
- Jak masz zamiar to udowodnić?
- Zapytaj o coś Harry'ego – odpowiedziała dziewczyna, wskazując na wilka. - Zapytaj go o coś, co tylko on może wiedzieć.
- No dobra. - Ron zamknął oczy w zamyśleniu. - Mam. Gdy ostatnio graliśmy w szachy, kto wygrał i jak? - Wyglądał na zadowolonego, jakby był pewien, że następne kilka sekund udowodni, iż najlepsza przyjaciółka jego młodszej siostry oszalała, a jego świat pozostanie tak samo nudny i normalny jak do tej pory.
Wilk wstał i delikatnie odsunął nogę Ginny ze swojej drogi, po czym włożył łeb pod łóżko. Wynurzył się stamtąd chwilkę później, trzymając w zębach lekko podniszczone pudełko, zawierające magiczne szachy Rona. Ostrożnie, otworzył je za pomocą swojej łapy i przyjrzał się figurom, które zaczęły krzyczeć i szukać schronienia. Kot i lis również wstały, aby mieć lepszy widok na sytuację.
Nadzwyczaj delikatnie, wilk złapał zębami jedną z figur, odsuwając się szybko gdy inne zaczęły atakować jego pysk. Podał wrzeszczącą, wyrywającą się figurę Ronowi, który przyjrzał się jej dokładnie.
Był to biały koń.
Wilk trącił kolano Rona i szczeknął cicho.
Ron pokiwał głową.
- Ja wygrałem – powiedział wstrząśnięty, ciągle patrząc się na konia. - A grałem białymi. Zaszachowałem Harry'ego moim skoczkiem. - Spojrzał na wilka. - Harry?
Wilk pokiwał stanowczo głową.
Ron oparł się plecami o drzwi. Jego piegi wyraźnie odcinały się kolorem od pobladłej twarzy.
- To dla mnie zbyt dziwne – powiedział.
Wilk – Harry – otarł się o niego, w podobny sposób jak przyjaciel klepie cię po plecach po jakimś wstrząsającym przeżyciu.
Ron spojrzał na wilka jeszcze raz.
- Jego, to jest twoje, oczy są takie same – powiedział powoli. - Zielone. Jasno zielone. A te ciemne obwódki wokół nich są zupełnie jak twoje okulary.
- Oczy Drake'a też są takie same – wtrąciła się Luna. - Szare, jak moje. To właśnie dało mi do myślenia.
- Hermiona? - zapytała Ginny, wyciągając ręce w stronę kota, który przyszedł do niej spokojnie i spojrzał jej prosto w twarz. - Te są na pewno piwne – nie wydaje mi się, aby koty miały normalnie takie oczy.
- W takim razie, to prawda – powiedział Ron, robiąc głęboki wdech i siadając na podłodze. - Przepraszam Megan. To po prostu... To brzmiało...
- Dziwnie? - dokończyła za niego Megan. - Reszta jest jeszcze gorsza.
- Jak cokolwiek może być dziwniejsze od tego?
Megan spuściła wzrok na podłogę.
- Okłamywaliśmy was – powiedziała bardzo cicho. - Okłamywaliśmy was naprawdę mocno.
- Kłamaliście? O czym?
- O tym kim jesteśmy. I jak wyglądamy. Pamiętacie nasze pierwsze spotkanie? To znaczy, mnie tam nie było. Ale pierwszy dzień w którym spotkaliście Harry'ego, Drake'a i Neenie?
- Nigdy tego nie zapomnę - odpowiedział Ron.
- Jak Luna zapytała czy Harry, jest Harry'm Pottrem?
Ginny zaczęła, bez żadnego konkretnego powodu, czuć ekscytację.
- I on odpowiedział, że nie.
Ron podejrzliwie pokiwał głową.
Megan przełknęła ślinę.
- Kłamał. To on.
- Wiedziałam! - wykrzyknęła Ginny, zrywając się z łóżka. - Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam to!
Wszyscy się na nią gapili. Szybko usiadła z powrotem na łóżku.
- Naprawdę? - zapytał Ron, wyglądając na totalnie zrolowanego. - Jak?
Ginny pokręciła głową.
- Nie wiem. Po prostu... Ja... Ja po prostu wiedziałam. Wiedziałam że ma jakiś sekret. Zdarzało mu się mówić rzeczy, które nie pasowały do tego co mówiliście wszystkim. Nakryłam go na tym wiele razy. On naprawdę jest Harry'm Potterem?
Megan uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową.
- Był przez całe swoje życie.
- Niemożliwe – powiedział Ron. - To jest, kurczę, niemożliwe. Nie przesadzaj Megan. To naprawdę za dużo abym mógł w to uwierzyć. I co jeszcze, twoim ojcem jest Syriusz Black?
Megan z trudnością złapała oddech.
- Skąd to wiesz?
- Żartowałem. - Ron popatrzył się na nią dziwnie.
- Ona nie – zauważyła Luna.
Ron wydał dziwny dźwięk, gdzieś w połowie pomiędzy skrzekiem, a jękiem.
- Twój ojciec naprawdę jest Syriuszem Blackiem? - zapytała z niedowierzaniem Ginny, gapiąc się na Megan.
Megan pokiwała głową.
- Ministerstwo go znalazło – powiedziała powoli. - Znaleźli nas wszystkich. Dlatego musiałam uciekać, żeby oni nie mogli mnie zabrać i dać do rodziny zastępczej. Jeśli dorośli nie uciekli, zostali aresztowani.
- Boże! - Ronowi udało się w końcu wyartykułować słowo. - Ma na co zasługuje! To morderca!
- Nieprawda! - krzyknęła Megan, po czym zamarła, patrząc się na wilka. Gdy znowu zaczęła mówić, wyraźnie było widać że stara się trzymać emocje na wodzy.
- Mój ojciec nigdy nikogo nie zabił. To był ktoś inny, kto sprawił, by wszystkie dowody wskazywały na tatę, ale to nie on. On jest niewinny. I dlatego właśnie zawsze się chowaliśmy.
- Gdzie naprawdę mieszkaliście przed przeprowadzką tutaj? - zapytała Ginny.
- W Londynie. Moją mamą była Aleta Freeman. Właściwie to nadal nią jest, ale teraz to Aleta Freeman-Black.
- Mój tata opowiadał o niej! - nagle wtrącił Ron. - Pracowała dla Ministerstwa. Była wielką zagadką od kiedy znikła parę lat temu – ona i jej... córka... - dokończył, patrząc na Megan.
- Wyjechaliśmy do Ameryki – odpowiedziała. - Tam zmieniliśmy twarze, po czym przyjechaliśmy tutaj. - Wyglądała jakby zbierało się jej na płacz. - Naprawdę przepraszam, że musieliśmy wam kłamać. Nigdy nie chcieliśmy kłamać, nikomu.
- Kim był ten drugi człowiek? - zapytała Luna. - Ten, który zrzucił winę za zabicie tych ludzi na twojego ojca?
- Nazywa się Peter Pettigriew. Może zmieniać się w szczura – w ten sposób uniknął kary, uciekając pod postacią szczura. Przyjaciele nazywali go z tego powodu Glizdogonem.
Ginny zmarszczyła brwi. Glizdogon. Dlaczego to brzmi znajomo?
- Więc on może ukrywać się wszędzie, jako szczur – powiedziała Luna. - Szczury są małe. Trudne do znalezienia.
- Percy ma szczura jako zwierzątko – zauważyła Ginny. - Nazywa się Parszywek.
- Mama powiedziała, że jeśli Percy zostanie prefektem, będzie mógł mieć sowę, a wtedy ja dostanę Parszywka, jak będę iść do Hogwartu – powiedział Ron, trochę automatycznie, podczas gdy jego umysł ciągle usiłował przetrawić te wszystkie informacje.
Ginny w końcu zdecydowała się które pytanie, spośród miliona kłębiących się w jej umyśle, chce zadać jako pierwsze.
- Harry.
Wilk spojrzał na nią.
- Naprawdę masz na czole bliznę?
Wilk parsknął jak gdyby się śmiał, wstał i podszedł do niej.
- Powiedział, że możesz popatrzyć – stwierdziła Megan.
Ginny spojrzała i, ku jej zdziwieniu, ale i zadowoleniu, wilk faktycznie miał wąski pasek białego futra – dokładnie takiego jakie może wyrosnąć na zabliźnionej ranie. Znajdował się on dokładnie pośrodku odległości między jego oczyma, tylko nieco wyżej. Futro układało się w kształt błyskawicy.
- A kim naprawdę są państwo John i Danger? - zapytała Luna.
- Na nazwisko mają Lupin. Jego nazywamy Lunatykiem, ale Danger to po prostu Danger. Lunatyk i mój ojciec byli bardzo dobrymi przyjaciółmi w szkole. W Hogwarcie.
- Ich przyjacielem był również ten szczur? - upewniła się Ginny.
Megan pokiwała głową w odpowiedzi.
- Lunatyk – powiedziała powoli najmłodsza z rodzeństwa Weasleyów. - Glizdogon. - Zamknęła oczy. - Łapa. - Usłyszała zdumiony wdech Megan i piśnięcie lisa. - I Rogacz. - Wilk jęknął cicho.
Otwarła oczy.
- Bliźniaki mają coś zrobionego przez czwórkę ludzi, nazywających się Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz. Nie wiem co, ale słyszałam te imiona.
- Mapę – wyszeptała Megan. - Magiczną mapę Hogwartu. Mówili nam o niej. Łapa to mój tata. Rogacz, to był tata Harry'ego. Byli naprawdę dobrymi przyjaciółmi.
- Dopóki tata Harry'ego nie umarł – zauważyła rzeczowo Luna.
Kot zaczął się ocierać o wilka, mrucząc.
- Hermiona – powiedział Ron, patrząc na nią. - To naprawdę jest Hermiona?
Kot podszedł do niego nieśpiesznie, popatrzył mu w twarz i bardzo stanowczo kiwnął głową, akcentując to uderzeniem łapy w jego kolano.
- Jak rozumiem, to znaczy „tak” - powiedział słabo chłopak.
- Tak naprawdę nazywa się Hermiona Granger – dodała Megan. - Jej włosy są gęściejsze. No i jest siostrą Danger, nie jej córką. To jedyne różnice.
- A co z Drake'm? - zapytała Ginny.
Luna spojrzała na lisa. Ginny patrząc na nią z boku, zauważyła dziwny ruch jej oczu, które następne skupiły się na czymś bliżej nieokreślonym. Tak jakby dziewczyna wcześniej oglądała swoje odbicie w oknie, a teraz patrzyła poprzez szybę.
- Jego włosy mają jaśniejszy kolor niż zwykle – powiedziała marzycielsko. - Platynowy. Jest przystojny. - Jej oczy wróciły do normalności. - Wygląda znajomo. Jak ktoś, kogo zdjęcie już widziałam.
Lis spojrzał z powrotem na Megan.
- Luna, czy twój ojciec nie opublikował kiedyś artykułu o Draco Malfoy'u? - zapytała.
- Tak, w zeszłym roku. Dlaczego... - Zamarła i jeszcze raz zmieniła wzrok, patrząc się uporczywie na lisa, który uporczywie wpatrywał się w nią. Ona pierwsza zerwała ten kontakt.
- Ty jesteś Draco Malfoy – powiedziała, z pewnością w głosie.
- Był – wtrąciła Megan. - Zmienił nazwisko, kiedy zaczął mieszkać z nami. Teraz, nazywa się Draco Black.
Ron przeskakiwał wzrokiem od lisa, do wilka i Megan, wyraźnie nie mogąc wykrztusić ani słowa.
- To wszystko jest naprawdę, naprawdę bardzo dziwne – powiedziała z uczuciem Ginny.
A nie znacie jeszcze nawet połowy prawdy, skomentował Harry.
Ktoś zadudnił do drzwi.
- Ron! Ron, otwieraj!
- Percy- wykrztusił Ron, wracając do normalności. - Harry, Nieenie, Drake - czy jakkolwiek się nazywasz – schować się!
Zwierzęta rozproszyły się po pokoju. Harry schował się za skrzydłem drzwi, gdy tylko Ron je otworzył.
- Co jest? - chłopak zapytał starszego brata.
- Słyszałeś? - wydyszał Percy, trzymając jedną dłoń na ramieniu, jak gdyby coś tam niósł. Harry widział go poprzez szparę między drzwiami a framugą. - Syriusz Black został aresztowany!
Megan wydała z siebie cichy, płaczliwy odgłos. Ginny podeszła i przytuliła ją.
- Słyszałem – odpowiedział Ron.
- Naprawdę? Jak? Tata dopiero co wrócił do domu i nam to powiedział. - Percy zmarszczył brwi.
- Eee... To znaczy nie, nie słyszałem. Ale teraz już słyszałem. Co to? - zapytał, wskazując na rzecz na ramieniu Percy'ego.
- Parszywek. Mama nie pozwala mi wypuszczać go z klatki kiedy twoi przyjaciele są tutaj, więc stwierdziłem, że dam mu trochę luzu teraz, kiedy ich tu nie ma. - Percy podniósł dłoń, odsłaniając zwierzaka.
Harry wziął głęboki oddech.
Szczur na ramieniu Percy'ego wyglądał... źle.
Harry nie mógł sprecyzować o w nim złego. Nie chodziło o jego kształt, wielkość, czy konkretnie kolor, chociaż najbliżej temu było do koloru. To był jakby błękit, czy może zieleń otaczająca go. Może jakiś rodzaj blasku. Ale Harry nie zastanawiał się nad tym dłużej. Dobrze wiedział co to znaczy.
Taki sam rodzaj aury otaczał Draco i Hermionę, od kiedy przemienili się w zwierzęta.
Szczur Percy'ego nie był szczurem.
Szczur Percy'ego był człowiekiem.
Zostańcie gdzie jesteście! rozkazał rodzeństwu, kiedy poczuł że zrobili się ciekawi i mają zamiar wyjść z ukrycia by spojrzeć. Skoro my możemy zobaczyć jego, on może zobaczyć nas. Megan. Zapytaj Percy'ego jak długo ma tego szczura.
- Percy? - głos Megan zabrzmiał bardzo młodo, zupełnie nie jak ona. - Mogę pogłaskać twojego szczura?
- Pewnie. - Percy wyglądał na zadowolonego tą prośbą. Harry cofnął się do tyłu, kiedy drzwi otwarły się szerzej, aby wpuścić wysokiego chłopaka do środka. Oglądał ze swojej kryjówki, jak ten przemierza pokój i podaje szczura Megan. Dziewczynka powoli pogłaskała sierść zwierzaka, drżącą ręką.
- Ile on ma lat? - zapytała.
- Nie wiem – stwierdził, przyciskając palec do warg w zamyśleniu. - Myślę, że najwyżej dziewięć lub dziesięć. Mam go od kiedy skończyłem pięć lat, a był już dorosły kiedy go znalazłem.
Od kiedy miał pięć lat, powiedział Draco. On jest cztery lata starszy od nas, tak?
Ron powiedział, że Percy może zostać prefektem. To znaczy że idzie do piątej klasy w tym roku. My idziemy do pierwszej. Tak, jest cztery lata starszy. Hermiona wyliczyła szybko.
Co znaczy, że kiedy on miał pięć lat, my mieliśmy rok, powiedział powoli Harry, obserwując jak Percy podnosi szczura. A kiedy ja miałem roczek...
„Szukaj tej, co głośno krzyczy,” wyrecytowała Hermiona. „Blisko twojej jest zdobyczy.”*
On jest naszą zdobyczą, warknął Draco. O to tu chodzi. Danger wysłała nas na polowanie na szczura.
Harry poczuł jak jego górna warga podnosi się do góry – trudno powiedzieć czy do warknięcia, czy do uśmiechu. Czuł się jednocześnie wściekły i szczęśliwy. I zrobiliśmy to. Znaleźliśmy go.
Ale co mamy zrobić teraz? zapytała Hermiona.
- Co ma się stać z Syriuszem Blackiem? - Megan zapytała Percy'ego, gdy ten układał Parszywka z powrotem na swoim ramieniu.
- Cóż, tata mówi, że jego proces jest wyznaczony na jutrzejszy poranek – powiedział Percy, zwracając się do całego pokoju. - Nie wiem po co zawracają sobie głowę procesem, od razu powinien dostać pocałunek dementora, ale najwyraźniej ktoś wysoko postawiony nalegał na te wszystkie formalności. A, jest jeszcze coś dziwnego – nie był sam. Razem z nim aresztowano jeszcze trójkę ludzi, mężczyznę i dwie kobiety.
Warga Megan zadrżała.
- Oni też są w tarapatach?
- Tak sądzę – odpowiedział Percy, trochę zarozumiale. - W końcu nie aresztują cię, jeśli nie jesteś czegoś winien. Ja już pójdę, chciałem się tylko upewnić że o tym wiecie, to w końcu ważne wiadomości, wiecie, tworzy się historia...
Ron zamknął za nimi drzwi.
- Przynajmniej jedna rzecz się nie zmieniła – powiedział, z wyraźną ulgą. - Percy nadal jest irytujący.
- Ten szczur nie jest szczurem – powiedziała Luna.
Megan objęła koleżankę.
- Też to zauważyłaś!
- Co zauważyła? - zapytała Ginny.
- Szczur Percy'ego jest mężczyzną – powiedziała Luna. - Niezbyt wysokim, raczej grubawym, łysiejącym. Wyglądał na nerwowego.
- Glizdogon – powiedziała Megan. W jej głosie słychać było groźbę.
Reszta wilczków pokiwała głowami.
Ron usiadł bez sił na podłodze.
Ginny mocno zbladła.
- Musimy coś zrobić – powiedziała mocno. - Chcą skazać nie tego człowieka.
- Ale co możemy zrobić? - powiedział słabo jej brat. - Jesteśmy tylko dzieciakami. Tylko bandą dzieci. Siedmiu dzieci.
Siedem, powiedział Harry. Neenie, wiersz, tam było coś o siódemce...
„Sfora siedmiu, dwóch przyjaciół, Sprawiedliwość wnet zobaczą.”* Sfora siedmiu. Ale nie jesteśmy teraz Sforą i jest nas tylko czwórka...
Wiem, odpowiedział Harry. I myślę, że wiem też co to znaczy. Megan...
Wyjaśnił jej co ma powiedzieć.
Dobra. Spróbuję.
Megan wstała.
- Ron – powiedziała, przyciągając jego uwagę. - Ginny, Luna... to od nas wszystkich. - Wskazała na Harry'ego, Draco i Hermionę, która była od niej najbliżej. - Jesteście naszymi przyjaciółmi. Naszymi naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Chcielibyśmy wiedzieć, czy nie zgodzilibyście się na stanie się dla nas kimś więcej.
- Co? - zapytał, trochę podejrzliwie, Ron.
- Chcielibyśmy, abyście stworzyli z nami Sforę.
- A co to oznacza? - zapytała Ginny.
- Sfora, to tak jakby rodzina. To ludzie którzy przysięgli dbać o siebie i wzajemnie się chronić.
- Twoja rodzina jest Sforą? - zapytała Luna.
- Tak. Przysięgaliśmy sobie. To połączyło nas razem. Przysięgniecie razem z nami i staniemy się Sforą?
- Jaka to przysięga? - zapytał Ron, który wbrew sobie wyglądał na zainteresowanego.
Megan wyrecytowała:
Dłonią w dłoń,
Różdżką twą,
Życia broń
Wiecznie chroń.*
Różdżką twą,
Życia broń
Wiecznie chroń.*
- Musicie złączyć dłonie i powtórzyć to trzy razy. - Harry powiedział jej aby opuściła tę część o krwi, gdyż wiedział, że nie powinni używać noży ani tego typu ostrych narzędzi, a nie było tu dorosłych którzy mogli by im pomóc. - Stworzycie z nami Sforę? Proszę?
- Tak – powiedziała bez ogródek Luna.
Ginny patrzyła w sufit, wyraźnie ciężko myśląc, po czym spuściła głowę na dół i kiwnęła nią krótko.
- Tak. Zrobię to.
Ron wyglądał na nieprzekonanego.
Megan, powtarzaj po mnie, szybko powiedziała Hermiona. Ron, chciałeś wiedzieć, co możemy zrobić...
- Ron, chciałeś wiedzieć co możemy zrobić – powiedziała Megan, przerywając, aby Hermiona mogła dokończyć. - Oto odpowiedź. Jako Sfora, możemy zrobić wszystko razem. Będziemy silni. Dużo silniejsi, niż gdybyśmy byli sami. Proszę. Potrzebujemy cię.
- Wy potrzebujecie mnie? - powtórzył Ron. Spojrzał na Hermionę, na Draco, Megan, i znowu wrócił wzrokiem do Harry'ego. - Potrzebujecie mnie?
Harry pokiwał głową. Naprawdę cię potrzebujemy. Perełko, powiedz mu.
- Harry mówi, że naprawdę cię potrzebujemy, Ron – powiedziała Megan. - Proszę?
Ron wahał się jeszcze chwilkę, po czym pokiwał głową.
- Dobrze.
Złożyli przysięgę Sfory razem, w pokoju Rona, siedząc w kółku na podłodze. Trzymali się za ręce lub łapy, recytując słowa razem, na głos lub w ciszy, zależnie od możliwości. Tym razem, nie było żadnego mrowienia, żadnego uczucia związanego z przysięgą – po prostu wypowiedzieli ją trzy razy i, po chwili niezręcznego milczenia, puścili swoje dłonie.
- Czy to działa? - zapytała Ginny. - Nie czuję żadnej różnicy.
Nie sądzę, aby to miało na tym polegać, powiedział Draco.
Ginny podskoczyła w zaskoczeniu.
- Kto to powiedział?
Eee, ja, stwierdził niepewnie Draco. Słyszysz mnie?
- Ty mówisz! - krzyknął w zaskoczeniu Ron.
Słyszycie nas! powiedziała z zadowoleniem Hermiona. To musi być efekt przysięgi – sprawiła że jesteśmy jak bracia i siostry, więc teraz wy również możecie nas słyszeć!
Cóż, to na pewno wszystko uprości, stwierdził Harry. Meg nie będzie musiała wszystkiego tłumaczyć. Chodźmy więc. Mamy szczura do złapania.
Molly Weasley właśnie układała ubrania w swojej sypialni, gdy usłyszała pukanie do drzwi.
- Proszę – zawołała.
Megan Black otwarła drzwi jedynie na tyle szeroko by wślizgnąć się do środka.
- Cześć, pani Weasley – powiedziała nieśmiało. - Chciałam tylko wiedzieć gdzie pani jest.
Molly poczuła jak jej serce się topi.
- Och, kochanie. - Podeszła do Megan impulsywnie i uścisnęła ją serdecznie.
Dziewczynka również mocno ją uścisnęła.
- Dziękuję – powiedziała, uśmiechając się do Molly. - Jest pani fajną mamą. Ron i Ginny mają naprawdę szczęście.
- Ależ z ciebie pochlebca – powiedziała pani Weasley, uśmiechając się w odpowiedzi. - A teraz uciekaj, już. - Machnęła ręką, jakby wyganiała mysz.
Megan szybko wyleciała z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
Mam ją, wykrzyknęła Megan.
- Co masz? - zapytała Ginny.
- Różdżkę – odpowiedziała Luna, tonem sugerującym że to oczywiste.
Megan dotarła do pokoju, zdyszana i tryumfująca.
- Oto ona – powiedziała, podnosząc swoją zdobycz.
Ron ciężko westchnął.
- To mamy!
- Buchnęłam ją z jej kieszeni. - Zachichotała Megan.
Ron zagapił się na tę małą, niewinną dziewczynkę.
Ona tylko wygląda na słodką i niewinną, powiedział Harry. Wiem to z własnego doświadczenia. Dalej Meg, aktywuj to.
Dziewczyna pochyliła się nad starym kawałkiem pergaminu, który Draco „pożyczył” od bliźniaków.
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego – powiedziała.
Hagrid siedział samotnie w swoim domku, patrząc w ogień.
Sprawdził godzinę na swoim ręcznym zegarku. Była prawie trzecia. Dwie godziny od kiedy się dowiedział.
Był akurat w zamku, na lanczu, kiedy profesor Flitwick wbiegł do Wielkiej Sali, wyraźnie czymś podekscytowany.
- Syriusz Black! – wykrzyknął. - Syriusz Black został aresztowany!
Oczywiście, wszyscy chcieli dowiedzieć się szczegółów. Flitwick nie wiedział zbyt wiele, ale to co wiedział wystarczyło aby Hagrid poczuł się źle.
Syriusz został aresztowany w swoim domu, razem z innym mężczyzną i dwoma kobietami. W domu nie znaleziono żadnego dziecka. Czwórka dorosłych będzie sądzona następnego dnia i jeśli Syriusz zostanie skazany, na pewno nie wywinie się od pocałunku. A nawet jeśli i tak zostanie zamknięty w Azkabanie.
A on zapewne woli zginąć niż tam wrócić, pomyślał Hagrid. Nie mogę stwierdzić abym się mu dziwił.
Ktoś zapukał do drzwi.
- Wejść – zawołał, wstając i łapiąc Kła za obrożę. - Cofnij się, Kieł. Cofnij się.
Otworzył drzwi i zobaczył jedną osobę której nigdy wcześniej nie widział – i jedną którą znał.
- Megan! - puścił Kła, który zaraz skoczył na wysokiego chłopaka i zaczął go lizać po twarzy, a sam uściskał płaczącą dziewczynkę.
- Jestem tak szczęśliwa, że cię widzę – powiedziała, śmiejąc się przez łzy. - Możemy wejść do środka?
- Och, oczywiście, oczywiście – powiedział olbrzym, serdecznie zakłopotany swoim brakiem manier. Przesunął się na bok, pozwalając im wejść.
- To jest mój szczur, proszę pana – wyjaśnił chłopak, kładąc zawierającą zwierzątko klatkę na stole. Ściągając kaptur odsłonił czuprynę ogniście czerwonych włosów – musiał być Weasley'em. W dodatku w wieku Harry'ego i Draco, jeśli Hargid dobrze odgadnął jego wiek. - Ostatnio nie sypia dobrze. Ma pan coś co może mu pomóc?
Megan podała Hagridowi krótki liścik, napisany dziecięcym pismem i przycisnęła palec do warg w nakazie milczenia. Półolbrzym przeczytał ją po cichu.
Proszę, daj szczurowi coś, co sprawi że będzie spał cały dzień. Wyjaśnimy ci wtedy wszystko.
- No dobrze – powiedział Hagrid idąc w stronę spiżarki. - Mam coś na to. - Szybko wymieszał trochę eliksiru usypiającego, którego używał gdy musiał zbadać jakieś dzikie leśne zwierze, z miodem. Odmierzył porcję dla szczura małą łyżką. - Podaj go tutaj, chłopcze. A tak w ogóle, to jak ci na imię?
- Ron, proszę pana. Ron Weasley.
- Ejże, nie jestem panem – powiedział Hagrid, podsuwając szczurowi łyżkę. Ten powąchał miód, po czym zaczął go zlizywać. - Po prostu Hagrid. Tak właśnie wszyscy na mnie mówią.
Szczur wylizał cały miód i zaczął czyścić sobie wąsy.
- Silna z niego bestia – powiedział Hagrid, obserwując zwierzątko. - Powinno zacząć działać w każdej... o, działa.
Szczur ziewnął. Ron szybko schował go z powrotem do klatki.
- Jest – powiedział zamykając klatkę na zamek, z miną wyrażającą ponurą satysfakcję.
- Już? – zapytała Megan, wyraźnie tłumiąc swoje emocje.
- Jeszcze nie – powiedział Ron, patrząc się na szczura. - Jeszcze chwila...
Szczur znowu ziewnął, po czym zwinął się w kłębek i zamknął oczy.
- Już - stwierdził Ron, kiwając głową w stronę Megan.
Dziewczyna odwróciła się do Hagrida.
- On nie jest szczurem – powiedziała, z uśmiechem na pierwszy rzut oka zbyt wielkim, by zmieścić się na jej małej twarzyczce. - Nie prawdziwym. To Glizdogon. Znaleźliśmy go. Możemy uratować Sforę.
Hagrid w pierwszej chwili nie zrozumiał. Po czym to do niego dotarło.
Glizdogon. Znaleziony. Jego przyjaciele uratowani.
Jego dziki okrzyk radości, najprawdopodobniej słyszalny był w całym zamku.
Luna zmierzała drogą w stronę Jaskini. Draco truchtał koło niej, prawie niewidoczny w padającym śniegu. Artykuł o tobie był niezwykle ciekawy, powiedziała.
Co mówił?
Że twoja matka poświęciła swoje życie, aby przekonać pewien sekretny kult w Wali, by wzięli cię pod opiekę.
Draco zaśmiał się. Żaden sekretny kult. Po prostu Sfora. Ale moja matka faktycznie się poświęciła. Jego głos utracił wszelkie ślady wesołości. Umarła, aby już nikt nie mógł jej użyć przeciw mnie. Abym nigdy nie musiał wybierać między lojalnością ku Sforze, a ku niej.
Luna podciągnęła swój lewy rękaw i obejrzała uważnie rękę. Mam tutaj bliznę, powiedziała. Tu, gdzie trafiły mnie drzazgi z miski mojej matki.
Draco spojrzał. Siedem kropek ułożonych w kształt półksiężyca odznaczało się na przedramieniu Luny. To jest śliczne, powiedział. Jak księżyc. Jak twoje imię.
Luna uśmiechnęła się do niego. Jesteśmy, powiedziała, odwracając się w stronę wejścia do Jaskini. Jak wejdziemy do środka?
Na ziemi jest taka specjalna klamka. Stajesz na niej i drzwi się otwierają. Draco zaczął kopać w miejscu gdzie, jak wiedział, pod śniegiem ukryta była klamka.
Dlaczego macie tu coś takiego?
Po prostu mamy, odpowiedział chłopak. Sfora, czy nie Sfora, nie mógł tak po prostu opowiedzieć Lunie o Łapie i Lunatyku bez ich zgody. Tutaj jest. Nacisnął łapą klamkę i drzwi frontowe stanęły przez nimi otworem.
Szybko weszli do środka i zamknęli je za sobą. Te papiery są tutaj, powiedział Draco, prowadząc dziewczynę w głąb domu. Lunatyk trzyma wszystkie ważne dokumenty w tym biurku. Hasło to...
- Katerina – powiedziała Luna do biurka, które posłusznie się odblokowało. Otwarła szufladę i zaczęła przeglądać znajdujące się w środku dokumenty.
Draco wskoczył na krzesło i położył przednią łapę na półce. W tym, powiedział, wskazując łapą. Czuję krew.
Luna sięgnęła do wskazanej przegródki i wyciągnęła zwój. To?
Otwórz.
Dziewczyna ostrożnie rozwinęła dokument.
To to, powiedział Draco, przeglądając szybko jego treść. Cieszę się, że Neenie o tym pamiętała.
Ona jest dobra w zapamiętywaniu różnych rzeczy, powiedziała Luna. Mam nadzieję, że z jutrzejszego dnia będzie miała tylko dobre wspomnienia.
Też mam taką nadzieję.
Dziewczyna i lis opuścili dom, zamykając za sobą drzwi.
Minerwa McGonagall była w domu swojej siostry, kiedy rozentuzjazmowany sąsiad fiuuknął do nich, aby podzielić się wieścią o aresztowaniu Syriusza Blacka i jego przyjaciół. Musiała na parę minut przeprosić siostrę, aby dojść do siebie po tej wiadomości.
Dobry Boże, czy na tym świecie nie ma sprawiedliwości? pomyślała, padając na łóżko w pokoju gościnnym. Czy nie wycierpieli już wystarczająco dużo?
Właśnie wtedy uświadomiła sobie jak bardzo przywiązała się do Sfory.
Sowa zapukała do okien jej sypialni. Szybko je otwarła i wpuściła ptaka do środka.
List był od Dumbledora i w jego charakterystycznym stylu – krótko i do rzeczy.
Minerwo,
wyczekuj kontaktu z Hagridem, a jeśli do niego dojdzie, zrób to co ci powie. Nie rozpaczaj. Naszych przyjaciół da się jeszcze uratować.
Albus
Przeczytała to trzy razy, po czym osuszyła łzy i z powrotem dołączyła do rodziny.
Następna sowa przyleciała jakieś półtorej godziny później. Zegar jej dziadka właśnie wskazywał trzecią trzydzieści, kiedy ptak pojawił się na parapecie.
- To do ciebie, ciociu Minerwo – powiedziała jej siostrzenica Julia, głaszcząc pióra na głowie sowy.
- Dziękuję – odparła profesor McGonagall, przyjmując od niej list. Julia ukończyła Hogwart trzy lata temu, z Severusem Snape'm przeszkadzającym jej na każdy możliwy sposób. To zapewne takie ćwiczenie przed tym jak Harry Potter zjawi się w progach szkoły.
Złamała pieczęć i zaczęła czytać.
Pani profesor.
Możemy spotkać się jutro w Atrium Ministerstwa?
Hagrid
To było wszystko. Żadnego wyjaśnienia, postscriptum, nic.
Minerwa znalazła pióro i atrament. Będę, naskrobała szybko, po czym ponownie złożyła i zaadresowała pergamin, przywiązując go do nóżki sowy.
Hagrid najwyraźniej nauczył się czegoś od Albusa przez te wszystkie lata.
Konkretniej, jak być zupełnie niejasnym, kiedy myśli że jest całkowicie oczywisty.
Godziny przed dziesiątą jutrzejszego ranka zapowiadają się na bardzo długie.
*wiersze w tłumaczeniu magdy2em
Tłumaczenie następnego rozdziału raczej nie pojawi się wcześniej niż za tydzień.
Tymczasem pozdrawiam wszystkich, którzy do tego czasu odnajdą tę stronę ;)
Tłumaczenie następnego rozdziału raczej nie pojawi się wcześniej niż za tydzień.
Tymczasem pozdrawiam wszystkich, którzy do tego czasu odnajdą tę stronę ;)